poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#subiektywnie i kropka - {1}


Witajcie!
    Wczoraj miał pojawić się pierwszy post z tego cyklu, jednak byłam zbyt zmęczona na siedzenie przed laptopem i wskutek tego wpis pojawia się dopiero dzisiaj. Bardzo Was przepraszam i mam nadzieję, że mi wybaczycie! :-)
    Tekst, który dzisiaj opublikuję to moja praca na konkurs im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki pod hasłem ,,Pomóż ocalić życie bezbronnemu". Jak się pewnie domyślacie, jest to konkurs bardziej katolicki, dlatego znajdziecie tutaj dużo odwołań do Boga. Nie mniej jednak, zapraszam do czytania! :-)


      List do kobiety
    Kim jesteś? To z pozoru banalne pytanie, zmusza nas do dłuższej analizy naszych życiowych doświadczeń, ostatnich czynów, a także obecnego stanu. Jakiejkolwiek odpowiedzi byś nie udzieliła, wszystko to ma jedną, główną przyczynę. Wiesz co nią jest? Twoje życie. To właśnie ono umożliwiło Ci podejmowanie wyborów, które z kolei doprowadziły do tego, kim teraz jesteś.
    Powiem Ci, jak Cię nazywam. Szczęściarz. Jesteś nim, tak samo jak ja, Twoi znajomi i wszyscy na naszej planecie. Może Cię nie zaskoczę, ale powód znowu jest taki sam - żyjemy. 
    Będąc małą dziewczynką wiedziałam już, że życie to najwspanialszy dar. Szczerze mówiąc, myślałam, iż każdy tak sądzi. A potem dorosłam i zobaczyłam jak ludzie mordują, choćby kilkoma tabletkami.
    Obraz kobiety trzymającej w dłoniach test ciążowy z dwiema czerwonymi kreseczkami, można śmiało porównać do rąk Boga wyciągających najpiękniejszy prezent. Pan obdarzył nas wolną wolą i tylko od nas zależy, co zrobimy z tym małym, lecz jednocześnie ogromnym cudem. Uważam, że odpowiedź powinna być oczywista dla każdego. Niestety, zbyt często okazujemy się egoistami, pozbawionymi człowieczeństwa i miłości.
    Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać to, ile ludzie są w stanie zrobić dla kariery, pracy, opinii czy wyglądu. Dążą do bycia lepszymi niż są w rzeczywistości. ,,Trzeba być lepszą wersją siebie" - tłumaczą. Prześcigają się wzajemnie, niczym zawodnicy tegorocznego maratonu. Jednak gdzieś pomiędzy tym wyidealizowanym życiem, a rzeczywistością zgubili coś niezwykle ważnego: odpowiedzialność za własne czyny i miłość do bliźniego. I tak, wyprani z uczuć, przechodzą przez kolejny dzień, który od poprzedniego różni się tylko datą w kalendarzu. Opierają się na myśleniu o sobie w takim stopniu, że przewróciliby się, gdyby ktoś im je wyrwał. Owszem, oni są tu, istnieją - ale nie żyją. 
    Nikt nie zna i nie kocha Cię tak, jak Bóg. Nigdy nie zrozumiemy Jego decyzji i sytuacji, jakie przed nami stawia. Jednak zawsze powinniśmy ufać w Jego dobro i miłość, które kieruje w stronę wszystkich ludzi. W Twoją także. To dzięki Niemu otwierasz oczy i dostajesz szansę na przeżycie kolejnego dnia. Dlaczego tak wielu z nas pozbawia tej szansy innych?
    Łatwo mówić i decydować o rzeczach, których nie widzimy. Łatwo wtedy popełnić błąd. Ale uwierz, że pogodzenie się z nim nie jest już takie proste. Zbyt często zapominamy, że to nie do nas należy odbieranie życia, lecz do tego, kto je dał. Otrzymaliśmy przykazanie, które nie budzi żadnych wątpliwości: nie zabijaj. Odnoszę jednak wrażenie, że ludzie próbują znaleźć w nim jakieś dziury, mogące pomóc im w wytłumaczeniu własnych czynów i ucieknięciu od odpowiedzialności. Oszukujemy sami siebie, a potem narzekamy, że czujemy się zagubieni. To trochę infantylne, nie sądzisz? 
    Bóg nas umiłował i nazwał swoimi dziećmi. Pragnie naszego szczęścia i choć chwilowo wydaje Ci się, że jest inaczej, to nie masz racji. Czasem odnosimy wrażenie, że nasze życie rozsypuje się na drobne kawałki niczym domek z kart. Wystarczy tylko, że powierzysz to Bogu, a On ponownie stworzy piękną całość, chociaż Ty nie potrafiłaś dopasować do siebie dwóch najprostszych elementów. Bóg jest miłością i cały świat należy do Niego. Dlatego nie zaprzeczaj, kiedy powiem, iż wszystko wokół nas dzieje się na potrzebę większego dobra.
    Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie, gdy Bóg o czymś decyduje - jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Wierzę, iż Pan jako nasz najlepszy przyjaciel, wspiera swoje umiłowane dzieci we wszystkich ich celach. Tylko trzeba tego chcieć i zaprosić Go do swojej codzienności.
    Stwórca nie działa bez powodu. Zna Cię bardziej niż Ty sam, więc zaufaj Jego decyzjom i przyjmij je z pokorą. Pan nigdy Cię nie skrzywdzi - nawet, gdy wszystko przypomina Ci największą łamigłówkę, z jaką miałaś kiedykolwiek do czynienia. Prawda jest jednak taka, że dary jakimi Ojciec nas obdarza, najczęściej stają się zrozumiałe po dłuższym okresie. Z perspektywy czasu dostrzegamy także, jak bardzo ich potrzebowaliśmy.
    Jeśli czegoś nie widzimy, nie oznacza to, że tego nie ma. Możesz używać medycznych terminów, jednakże nie zmienisz tym rzeczywistości. To żywy, ludzki organizm. Dziecko. Twoje dziecko, które czuje jak każdy z nas. A może nawet intensywniej?
    Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Ono nie ma szansy. Ty go jej pozbawiasz. Ingerujesz w czyjeś życie, jakby ktokolwiek na Ziemi posiadał do tego prawo. Tłumaczysz, że tak będzie lepiej dla wszystkich. A to szczęście, zamknięte w miniaturowym ludzkim ciele, nie ma żadnego wyboru. Bo własna matka mu go odebrała. 
    Przepełnione miłością do matki od dnia poczęcia, nie otworzywszy oczu, poznaje świat od najokrutniejszej i najohydniejszej ze wszystkich stron. Dlaczego dobro zwalczasz złem, a miłość - nienawiścią? Czym te niewinne dzieci sobie na to zasłużyły? Nie wiesz. Bo nie widzisz już nic, oprócz swojego idealnego życia, które z każdym kolejnym dniem zamienia się w coraz większą, nic nie wartą papkę. Ty stajesz się pustą skorupą, a czas - karą.
    A teraz pomyśl, że to dziecko siada naprzeciwko Ciebie i zadaje proste pytanie ,,dlaczego?". Jego oczy przepełnione są miłością, której nie potrafiłaś dostrzec w tamten poranek, kiedy szłaś do kliniki. W dzień, który nigdy nie przestanie Cię prześladować. W dzień, w którym zabiłaś niewinną istotę. 
    Zapytam jeszcze raz. Kim jesteś?

* * *

Czasem myślę sobie, co byłoby, gdybym teraz zaszła w ciążę. Mam tylko plany i marzenia - czy nimi wykarmiłabym tego małego człowieka? Nie. Ale czy moje plany i marzenia mogą decydować o czyimś życiu? Oczywiście, że nie.

Jak śpiewają Tabb & Sound'N'Grace: Nic nie jest na pewno/A jednak mam pewność/Nigdy nie jestem całkiem sam. Ty też nie jesteś całkiem sam i zawsze odnajdziesz pomocną dłoń, wyciągnięta w Twoją stronę. Czasem wystarczy po prostu otworzyć oczy. A czasem musisz poszukać jej sam/a - bo kto mówił, że życie jest proste?

Bóg się mamo nie pomylił - narodziłem się z miłości.

Bardzo proszę o niekomentowanie postu bez przeczytania jego zawartości.

18 komentarzy:

  1. Piękny tekst, bardzo prawdziwy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli tak ma wyglądać Twój cykl - jestem jak najbardziej za szczerością i prawdziwością takich postów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo zrozumiałam Twój komentarz, ale jeśli to pozytywne słowa, to dziękuję. Zapewniam, że posty są stuprocentowo szczere. Nigdy nie wstydzę się mówić swojego zdania. :)

      Usuń
    2. Ojej, absolutnie nie chciałam żeby tu było coś niejasnego - bardzo spodobał mi się Twój szczery tekst i jestem pod ogromnym wrażeniem :)

      Usuń
    3. W takim razie dziękuję pięknie! :)

      Usuń
  3. Pięknie piszesz, Diana. Choć się nie znamy, czuję, że jesteś niezwykle inteligentną i dobrą osobą. Wierzysz w Boga, ale tak całkowicie szczerze, nie chodzisz do Kościoła jak większość naszych polskich katolików, bo "tak trzeba", chodzisz, bo czujesz potrzebę. Za to Cię szanuję, tak jak szanuję tych wszystkich Twojego wyznania, których stać nie tylko na powieszenie krzyża i fotografii Jana Pawła II na ścianie w salonie, ale przede wszystkim na bycie dobrym człowiekiem, na trzymanie psa w domu, a nie na krótkim łańcuchu przy blaszanej budzie, na niezamykanie uszu, kiedy sąsiad w mieszkaniu obok bije dzieci. Tak trzymaj!

    Sama jestem osobą niewierzącą, a przede wszystkim potępiającą instytucje kościelne, wszelkie. Choć założenia z pewnością zawsze są inne, koniec końców takie zrzeszenia powodują, według mnie, więcej złego niż dobrego. Nie przez takich ich członków jak Ty, ale przez takich "ślepców", co to nie rozumieją istoty religii, którą rzekomo "wyznają". Nie o to tu jednak chodziło...

    Staram się być dobrym człowiekiem i to jest moją życiową "religią". Porusza mnie krzywda drugiego człowieka i porusza mnie krzywda zwierząt. Nie jestem egoistką, uważam, że wręcz przeciwnie. Do aborcji mam jednak zupełnie inny stosunek niż Ty. Rozumiem kobiety, które się tego podejmują, i co więcej, gdybym sama zaszła w ciążę jeszcze jakiś rok-dwa temu, zapewne nie zawahałabym się przed jej usunięciem.

    Po przeanalizowaniu tego, co napisałaś, doszłam do wniosku, że nasze stanowiska różnią się przede wszystkim z następujących powodów. Po pierwsze, dwu- / trzymiesięczny płód (w większości krajów, gdzie aborcja jest legalna, jest ona legalna tylko do tego czasu) nie jest dla mnie dzieckiem, a zbitkiem komórek, któremu do nazwania "pełnym organizmem" bardzo daleko. Nie jest ów płód wcale "przepełniony miłością", bo nie ma na tyle rozwiniętego mózgu.

    Po drugie, nie jest dla mnie "wzięciem odpowiedzialności" urodzenie i wychowanie dziecka, którego się absolutnie nie chciało. Tym bardziej, nie jest dla mnie odpowiedzialnością urodzenie i oddanie tego dziecka do adopcji. Odpowiedzialność w moim mniemaniu to podejmowanie rozważnych decyzji. A rozważną decyzją nie jest ani podjęcie się wychowania dziecka w wieku lat szesnastu, ani podjęcie się wychowania dziecka, kiedy nie ma się na to warunków, ani urodzenie dziecka pochodzącego z gwałtu, kiedy wiesz, że wszystko w nim będzie ci przypominało tamtą tragedię, ani urodzenie dziecka, kiedy zależy ci w życiu na czymś zupełnie innym, choćby na własnym rozwoju i karierze, ani przede wszystkim - urodzenie kalekiego dziecka, które skazane będzie na krótkie życie w bólu.

    Po trzecie, kwestia religii. Jako że nie wierzę w istnienie Boga, nie wierzę też, że Bóg "stworzy piękną całość" z moich "porozrzucanych kawałków", "że wszystko dzieje się na potrzebę większego dobra". Świat jest okrutny, wcale nie musi być lepiej, prawdopodobnie już zawsze będzie pod górkę.

    A tak już na absolutne zakończenie - pozwólmy ludziom robić z własnym życiem to, czego pragną. O ile są, rzecz jasna, w pełni władz umysłowych, a ich działania nie godzą w sferę wolności drugiego człowieka (wiem, wiem, znów pojawia się problem, od kiedy człowiek staje się człowiekiem).

    Pozdrawiam Cię, Dianka, serdecznie. :)
    I czekam z niecierpliwością na kolejne posty z tej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ubiegłaś mnie z komentarzem do postu, zgadzam się niemal ze wszystkim, co napisałaś. Tylko z nawiązaniem do odpowiedzialności mogę polemizować, dla mnie odpowiedzialność jest wówczas, gdy odpowiednio dbamy o zabezpieczenia przed ewentualnym zapłodnieniem komórki jajowej. Tabletki antykoncepcyjne i prezerwatywy pozwalają ochronić siebie przed niechcianą ciążą, kalendarzyki małżeńskie powinny raz na zawsze pójść w odstawkę.

      A tak czysto (również) subiektywnie, istnieją różni ludzie, niektórzy będą żałować aborcji, inni nie, w moim sumieniu jedynie potępiam aborcje dla uwolnienia się od wpadki, nie potępiam ochrony życia kobiety, ani usunięcia ciąży w wyniku gwałtu. Zresztą, dlaczego mam wskazywać drogę innym? Każdy ma własny rozum. A aborcja myślę, że nie jest to łatwy temat i kobieta, która się na nią decyduje robi to świadomie i po przemyśleniu tego.

      Diano, uważam, że stworzyłaś świetny post, mnie on nie przekonuje, bo wiary w Boga nigdy we mnie nie było, ale miło się go czytało.

      Usuń
    2. Kingo, dziękuję za te miłe słowa. Mam nadzieję, że kiedyś na nie zasłużę. To prawda, większość osób wierzy ślepo, często nawet nie wiedząc, co czci. To przykre, ale prawdziwe.

      Tak, jak napisałam - kiedy myślę, że byłabym teraz w ciąży z przerażeniem stwierdzam, że jest szansa na to, abym usunęła. Jednak wiem, iż żałowałabym. Moja siostra urodziła w wieku 17 lat (ja mam obecnie tyle lat). Teraz jest szczęśliwą mamą i cieszy się, że wszystko się tak potoczyło. Wiem, że jeśli usunęłaby swojego syna - nigdy nie przestałoby jej to dręczyć. Uważam, że każda kobieta, która ma serce, także nie potrafiłaby sobie wybaczyć takiego czynu. Wyrzuty sumienia może nie dopadają od razu, ale kiedyś przychodzą i to z pewnością bardzo silne.

      Zbitek komórek, mówisz? Idąc tym tokiem myślenia, mogę powiedzieć, że każdy człowiek jest zbitkiem komórek, masą mięsa i litrów krwi. A mózg to również kawał mięsa. I tyle.

      Jeśli chodzi o ciążę w wyniku gwałtu, to z tego co wiem, Kościół i państwo polskie przyzwalają na aborcję.

      Mówisz, że zawsze jest pod górkę. Owszem, bo życie na Ziemi jest dla nas pewnego rodzaju próbą. Każdy człowiek niesie swój krzyż aż do śmierci, jednak wszystko dzieje się po coś. Bóg nie stawia przed nami problemów, których nie jesteśmy w stanie pokonać. Trzeba tylko uwierzyć w siebie i swoje siły.
      Czasem obwiniamy Boga za coś i z wyrzutami pytamy "Dlaczego? Dlaczego akurat mnie to spotyka?". Ja wierzę, że naprawdę wszystko ma jakąś przyczynę i w jakiś sposób zaowocuje. Może nie dziś, nie jutro, może wcale nie w naszym życiu. Ale po coś to się dzieje. A Bóg nie ma obowiązku się nam tłumaczyć. Bo czymże jest ta wątła istota, zwana człowiekiem, w porównaniu do Stwórcy?

      Pewnie myślisz, że jestem wiecznie pogodzona z tym, co mnie spotyka i zawsze wielbię Boga. Niestety nie. Pewnie częściej niż inni, mam kryzysy wiary, choć na plecach wytatuowany mam krzyż, który uwiera mnie, gdy odwracam się od Boga. Nie raz kłócę się z Ojcem i wydzieram się na niego. Ale to mój przyjaciel, na pewno rozumie.
      Kiedy wątpię, rozglądam się dookoła i wiem, że to musiał stworzyć On. Świat jest piękny, Kingo, choć dzieje się tutaj wiele złego. Jednak to wina ludzi, nie Boga. Pozostawił nam Ziemię wraz z wolną wolą i nie ingeruje, po prostu się przygląda.

      A my nie mamy prawa odbierać życia. Po prostu nie mamy. Może łatwo mi to mówić, gdyż takowy problem mnie jeszcze nie dotknął, ale wiem, że to te myślenie jest tym prawidłowym.


      Dziękuję, że wyraziłaś swoje zdanie w sposób kulturalny. Mam nadzieję, że ja także niczym się nie uraziłam, kochana. :-)

      Usuń
    3. Matyldo, o ciąży w wyniku gwałtu napisałam w komentarzu wyżej. Jeśli chodzi o ochronę życia kobiety to sama nie wiem, jakie mam zdanie - chyba zależy, kiedy to zagrożenie się pojawia i po prostu od samej matki tego dziecka, to powinna być wyłącznie jej decyzja i nikt nie ma prawa się wypowiadać na ten temat.
      Co do aborcji - ja sądzę, że każdy dobry człowiek, żałowałby takiego czynu. Może nie od razu, ale kiedyś na pewno. Jest to w końcu zabicie własnego dziecka.
      Nie wskazuję nikomu drogi, dzielę się tylko własnymi przemyśleniami.
      Ciężko mówić o podejmowaniu świadomej decyzji, kiedy emocje i przerażenie związane z niechcianą ciążą, aż wylewają się z osoby.
      Nawiązując do odpowiedzialności. Moim zdaniem odpowiedzialność jest wtedy, gdy decydując się na seks, wiemy jakie mogą być konsekwencje i jesteśmy w stanie się ich podjąć. W dzisiejszych czasach nastolatki traktują to, jak zabawę, a potem płaczą po nocach, bo nie mają pojęcia, dlaczego ich brzuch przypomina arbuza. Wiedziały, jaki może być finał.

      Cieszę się, że wzięłaś udział w dyskusji! :)

      Usuń
    4. I przepraszam, że odpowiadam dopiero dzisiaj, jednak szkoła nie pozwalała złapać mi oddechu. :)

      Usuń
    5. Chciałabym coś uzupełnić.
      Napisałam, że życie na Ziemi jest próbą. Chodziło mi to, że jest próbą, czy zasługujemy na życie wieczne.

      Usuń
  4. ojejku. trafiłam tu dopiero dziś i po przeczytaniu trochę brakuje mi słów. tak pięknie <3
    dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Od kiedy wspomniałaś, że na Twoim blogu pojawi się tekst na temat aborcji, bardzo chciałam go przeczytać.

    I się nie zawiodłam.
    Mam łzy w oczach.

    Miałam w swoim życiu taki okres, kiedy bardzo się pogubiłam. Nie wierzyłam za bardzo w Boga, nie byłam szczęśliwym człowiekiem. I nie miałam nic przeciwko aborcji.

    Potem spotkałam Jezusa. Nie będę tutaj, teraz opowiadać tej historii. Powiem jedynie, że to spotkanie zmieniło wszystko. Jezus uwiódł mnie swoją miłością i sprawił, że przejrzałam na oczy.

    On zrobił dla mnie tak wiele, więc chcę stać się jego wojownikiem. I dlatego chcę walczyć. Między innymi z aborcją. Póki co tylko adoptowałam duchowo nienarodzone dziecko(i planuję to robić do końca życia). I planuję za wszelką cenę walczyć o życie.

    Pozdrawiam ciepło, dziękuję za tekst, coś ważnego mi uświadomił. I pamiętam w modlitwie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy, nawet najmniejszy komentarz, który po sobie pozostawisz. :-)