środa, 12 września 2018

,,Charlie" Stephen Chbosky

[recenzja z archiwum, niedokończona i niedokończoną pozostanie - reszta jest milczeniem]


Gotów jestem umrzeć dla ciebie, ale nie będę dla ciebie żył.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Po jakimś czasie znalazła się ona na mojej półce, jednak ciągle nie było nam do siebie po drodze. Teraz, kiedy w moim życiu wszystko na moment się ustabilizowało, z przyjemnością sięgnęłam po lekturę. I w końcu było mi dane poznać jej wnętrze... 

Tytułowy Charlie to pseudonim, pod którym ukrywa się główny bohater. Chłopiec, szukając wysłuchania i zrozumienia, pisze listy do nieznajomego. Opowiada mu o swoich przemyśleniach, pierwszej miłości, seksie, bez-sensie świata, związkach, akceptacji... W całej tej historii pragnie pozostać anonimowy, więc podpisuje się fałszywym imieniem ,,Charlie".

Problem polega na tym - powiedział Craig - że wszyscy wiecznie porównują jednych do drugich i to odbiera ludziom indywidualność.

Z ręką na sercu mogę Wam powiedzieć, że poznając Charlie naprawdę ma się wrażenie, jakby autorem był nastolatek-outsider, bojący się pierwszego dnia w nowej szkole. Wrażenie to potęgują początkowe błędy interpunkcyjne, co jest znakiem charakterystycznym większości dzieci. Szalenie mi się to podobało.

(…) wszystko się zmienia. Przyjaciele odchodzą, a życie nie zatrzymuje się w miejscu dla nikogo.

Nie mogę Wam powiedzieć, że tę książkę czytało się lekko, a super-wciągająca akcja nie pozwalała mi odłożyć jej na bok. Charlie zajął mi naprawdę sporo czasu, jak na tak ubogą ilość stron. Spowodowane było to tym, iż nastolatek jest naprawdę inteligentnym chłopcem i chętnie poddawałam się refleksjom razem z nim. Niekiedy patrzyłam na jeden fragment przez parędziesiąt minut i rozmyślałam nad jego szerokim sensem i zastosowaniem. Jeśli poświęcisz tej treści więcej czasu i przyłożysz się do każdego, pojedynczego zdania, nabierze ona jeszcze więcej znaczenia i wartości. Oczywiście - możesz przeczytać tę książkę w jeden dzień, ale jestem pewna, że wiele wtedy stracisz. A po co okradać samego siebie?

Gdy wspominam tę historię w głowie dominują mi dwa określenia. 1) Smutna. 2) Autentyczna.

Ta książka była naprawdę nietuzinkowo fantastyczna.

Nie wiem, czy kiedykolwiek tak się czułeś. Jakbyś chciał przespać tysiąc lat. Albo po prostu przestać istnieć. Albo nie mieć świadomości, że istniejesz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy, nawet najmniejszy komentarz, który po sobie pozostawisz. :-)